niedziela, 25 lipca 2010

rozkminki witaminki.

jest źle. szczerze? myślę o tym by tu zostać. odzywam się tylko do rodziny. nie chcę z nikim utrzymywać kontaktu. jestem jakieś milion kilometrów od stolicy warszawy, a kłocę się ze wszystkimi. dlatego nie odzywam się do nikogo. zapomną o moim istnieniu. i tak już zapomnieli. to jest naturalne, ze jesli nie uczestniczę w życiu towarzyskim przez jakieś 2 miesiące, trudno później powrócić do normalnego stanu i kontaktu z jakimiś piętnastoma osobami, które spędzily całe wakacje w swoim towarzystwie. życie. będę alienem. mam swój pamiętnik i jemu tylko ufam na chwilę obecną.
znów mnie nachodzą myśli samobójcze.


nażrę się toną ciastek, poslucham angielskiej muzyki, zrobię porządek. obiecuję sobie, że dziś pozbedę się wszystkich myśli i nie będę miała czasu na rozmyślanie. dobrze, że nie mają żadnych sklepów. a do centrum jest jakieś trzydzieści minut piechotą. a ja słynę z lenistwa. i nie chcę mi się nawet iśc do miasta po leki. nie chce mi sie iść po mój środek samobojczy.
paradoks.

całe życie jest paradoksem.
a ja jestem do dupy. nie potrafię wyrazić swych uczuć. nie interesuję się niczym, nikim. nie mam głowy do nazwisk. nie mam głowy do niczego. jestem tylko sumą oddechów, która istnieje na tym świecie, nie posiadając żadnego celu. to jest przykre.

piątek, 16 lipca 2010

dylemat

chyba nie chcę wracać, tzn dzień mojego powrotu jest niewiadomy. wrócę kiedy chcę.
tylko czego ja chcę?
zostać tu do końca wakacji czy wrócić na festiwale?
ratunku.
tu w anglii stanowczo jest za dużo dobrych rzeczy do jedzenia, w szczególności słodyczy. :>
i czemu anglicy na każdym kroku są przyjaźni i pozytywnie nastawieni do ludzi? to mnie zadziwia. kompletne przeciwienstwo polaków.
mimo iz mój angielski nie jest wyśmienity, potrafię się jakoś dogadać. to dobrze. w ogole pokochałam anglię od pierwszego wejrzenia. lincoln jest urocze. małe miasto, z PRIMARKIEM, co najważniejsze. ;)
dostałam pracę i bardzo się cieszę, bedę pracować w hotelu jako sprzątaczka. to nie jest praca moich marzeń, ale zawsze coś. i prawie 6 funtów za godzine. JARAM SIĘ.
tylko problem w tym, że nie wiem czy mam wrócić do polski. HELP ME IF U CAN.
praca czy festiwal ?
rodzina czy przyjaciele?

poniedziałek, 12 lipca 2010

do pupy.

żegnam polskę. witam anglię. ze łzami w oczach i na policzkach. nawet nie wiem dlaczego. uczucie pustki, samotności, żalu. damn. powinnam skakać z radości. a ja siedzę i ryczę. fantastycznie.

niedziela, 11 lipca 2010

rozum ważniejszy niż pokusa.

uwielbiam takie dni jak wczoraj. poznałam mnóstwo osób. najlepsze jest to, że każdego w innym środowisku. praca, miasto, pociąg. ludzie zaczęli na mnie zwracać uwagę. czym to jest spowodowane ? czy jest coś we mnie co przykuwa ich wzrok ? od kilku miesięcy próbuję się tego dowiedzieć. tak samo tego, czemu on się we mnie zakochał. to jest niewiarygodne.
ktoś dał mi więcej lat niż mam. po raz pierwszy w życiu. to dowartościujące. przy okazji musiałam się zmierzyć z pewną pokusą. i udało mi się. aczkolwiek troszkę żałuję. ale rozum wziął górę nad tym.
moje śniadanie: krakersy, lura i płatki z cukrem. jestem burakiem z milionem nowych piegów. czad.


piątek, 9 lipca 2010

coś się kończy. coś się zaczyna.

taka normalna cyrkulacja w środowisku. to jest życie. coś zaczęłam, by to zakończyć. ciekawe co teraz zacznę. i czy znowu skrzywdzę kogoś przy okazji. zaczynam się siebie bać. i coraz bardziej przekonuje się do tego co mi powiedział pan antonim prostego. wykorzystuje ludzi. tak. to jest prawda. ale czemu ?! czemu? nigdy taka nie byłam. przepraszam Cie kuba, za wszystko. przepraszam Cię olgo, za to, ze Ci kłamałam prosto twarz, bez żadnych skrupułów. przepraszam siebie, że marnuje sobie życie.

jestem burakiem z milionem nowych piegów. uwielbiam się opalać.

wtorek, 6 lipca 2010

jestem swoim największym wrogiem.

potrójne szczęście. mój skarb został odnaleziony. do tego widziałam się dziś z moim ojcem. co z tego, że przez skype. ważne, że go widziałam. od dziś jest głosicielem dobrej nowiny. czy to jest możliwe, żeby wszystko nagle zaczęło się układać?! to nie pasuje do mojego wzorca życiowego. kompletnie. zmiany zmiany i jeszcze raz zmiany. wyszło na jaw moje kłamstwo. bo kłamstwo ma krótkie nogi. zawiodłam najbliższą mi osobę. to przykre w jaki sposób jedno kłamstwo może zmienić stosunek do drugiej osoby. ale należało mi się to. nawaliłam. przepraszam. wiecej grzechów nie pamiętam. ale ona jest jak jakaś istota o nadprzyrodzonych siłach i anielskiej cierpliwości. wybaczyła. dziękuję, że mam takiego przyjaciela, który mimo porażki najbliższej osoby, pomaga jej, a nie kopie leżącego. ja tak nie potrafiłabym. ale wyszedł na jaw, mój ukrywany związek. tłumaczę to w ten sposób, że 'po prostu tak musiało być'. aczkolwiek osho by się ze mną nie zgodził. ta dzisiejsza sytuacja pokazała, ze jestem zbyt impulsywna, że działam pod wpływem chwili, nie zdając sobie sprawy ze skutków. nie zastanawiam się nad tym co robię. żyję w kompletnym chaosie. nie chcę zrobić w nim porządku. i nie chcę by ktoś za mnie zrobić ten porządek. paradoks. a on, mimo moich wszystkich okrutnych, przeokrutnych, przeprzeokrutnych wad nadal mnie kocha. bo kocha mnie mimo wszystko. a ja nie dopuszczam do siebie tej miłości.

kocham kmag. nienawidzę kuby wojewódzkiego za to, że się spotyka z jakąś siksą rok starszą ode mnie... to ja miałam być na jej miejscu. za 3 dni spełniam misję z moją powierniczką sekretów. cel: odzyskanie ukochanego. działanie: zapisanie całej ulicy kredą następującymi słowami ' kocham Cię'. infantylne. ale jakie romantyczne.


p.s mój przyszły tatuaż. jeszcze 4 dni w pracy i będzie mój.

niedziela, 4 lipca 2010

impossible

czemu nie potrafię określić swoich uczuć? czemu to jest tak cholernie trudne. raz Cię pragnę, raz Cię nienawidzę. raz Cię pożądam, a raz się Tobą brzydzę. nie wiem skąd tyle sprzecznych uczuć we mnie. chciałabym się tego dowiedziec. nadal mam pustkę w głowie i nie wiem jaką decyzję mam podjać. wystawiłam Cię na próbę, siebie również. jestem w kropce. stoję na rozdrożu dróg i nie wiem co mam zrobić. najpewniejszy będzie krok... do tyłu. tak bedzie najlepiej. chyba. nienawidzę tej niepewności.
rodzinne rewolucje czas zacząć. będę europejską sierotą. fantastycznie. strasznie się boję. nie chce by on i ona wyjeżdżali. w koońcu to moi rodzice.