piątek, 10 września 2010

wszystko jest głupie.

ostatnimi czasy mam mega szczęście do udanych imprezi chyba się zmieniam.
każdego dnia się zmieniam. wiem coraz więcej. nie mogę być taka straszna i dwulicowa... czuję, że jestem odpowiedzialna za każdego człowieka z którym łączy mnie jakaś bliższa więź. wiem, że nie będę potrafiła zbawić całego świata. ale chciałabym bardzo pomóc tym najbliższym, chciałabym pomóc przyjacielom. i dziś zrozumiałam, że nie tylko ja jestem mega zagubiona w tym świecie. w tym posranym świecie, który wymaga idealnej sylwetki ,nienagannego wyglądu i krzty inteligencji. ale czy będę potrafiła to zmienić i pomóc bliskim? to pytanie pozostaje bez odpowiedzi.


mam cholerną ochotę z nim porozmawiać. posiedzieć/poleżeć na trawie, popatrzeć w gwiazdy i porozmawiać.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

bbb

żegnam anglię. witam polskę.
znowu ryczę. tyle, ze z takiego powodu, że nie chce mi się wracać do tego domu wwariatów. help

sobota, 14 sierpnia 2010

kochać

to nie znaczy zawsze to samo.

dziś zostało mi powiedziane, ze mimo na swój wiek, jestem bardzo dojrzała. jak widać, mój mózg jest już staruszkiem w przeciwieństwie do ciała. dobrze, teraz narzekam, gdy słyszę 'nie wyglądasz na swoje lata'. ale docenię te słowa za jakieś piętnaście lat. zobaczymy kto się będzie śmiać z tego. zawsze dążyłam do tego, by być wyjątkowa i inna. i za każdym razem, w każdej sytuacji to się sprawdza. w sposobie myślenia, wypowiadania swoich myśli, ubierania, przekonań. zawsze mam swoje odrębne zdanie. ludzie mnie się boją. nie raz to słyszałam. tyle, że zastanawiam się skąd bierze się takie nastawienie do drugiego człowieka. czy nasza podświadomość, nasze zmysły wyczuwają dobrych i złych ludzi ? czy ja jestem przykładem złego czlowieka? nie sądzę. może człowiek zachowuje się niezbyt przyjacielsko w stounku do drugiego człowieka bo mu zazdrości ? zazdrość to bardzo negatywne uczucie i potrafi wiele zepsuć. a czasem i naprawić. po prostu wszystko ma swoje plusy i minusy. a życie bez kłótni i problemów byłoby bardzo nudne.

siedemnastego sierpnia kierunek warszawa. home sweet home. następnie kraków. a w międzyczasie - czas na podjęcie tych ważnych decyzji, które będą mialy wpływ na moją strefę profanum. strasznie tego nie lubię. wolę żyć spontanicznie.

Snow Patrol - Open your eyes

piątek, 6 sierpnia 2010

foundation

jestem w centrum zainteresowania. znowu. mimo iż mnie nie ma w polsce. wooow. super. " bo to prestiż pracować w angielskim szpitalu.", " zazdroszczę Ci, bo to anglia"
." no rzeczywiście. miejsce jak miejsce. nie ma czego zazdrościć. może tylko większej pensji. ale fakt, iż ludzie z którymi kompletnie nie mam kontaktu, z którymi jestem na cześć na szkolnym korytarzu, piszą do mnie z gratulacjami. TO JEST CHORE.

-hi. what's your name?
-where r u from?
-how old r u?
to 3 podstawowe pytania anglika podczas zapoznania się. ok. tylko miło, ze gdy uzyska te 3 informacje od razu chce się umawiać na seks. jak się dowiedziałam "kolega z pracy" opowiada jakie on ma PLANY wobec nie. ale nieee. ja z dzieciakiem z anglii nie mam zamiaru wracać.

i mimo tego iż jestem jakieś milion kilometrów od warszawy to kłócę się ze znajomymi, z moim eks, z którym byliśmy przyjaciółmi. kurcze no. tęsknię chyba za nim. ja go zostawiłam. znowu, po raz trzeci. a on głupi na mnie czeka. bo mnie kocha. a ja podświadomie próbuje zrobić wszystko żeby mnie znienawidził. a później będę tego żałować i ryczeć poduszkę z krzykiem jaka to ja jestem glupia. chciałabym siebie zrozumieć. naprawdę.

pobyt z 3 tygodni wydłużył się do 5. wracam 17 sierpnia. potem uderzam na kraków. potem pozostaje mi delektować sie ostatnimi dniami wolności.
a potem? potem WITAJ KLASO MATURALNA. brrr

środa, 4 sierpnia 2010

xxx

możesz mi powiedzieć, czemu do kurwy nędzy, jeśli mówię coś jednej osobie, wie o tym cala masa ludzi ?
czemu do cholery, ktoś nie może trzymac języka za zębami?!
czy ludzie nie mają własnego życia i muszą się podniecać każdą ciekawostką na mój temat ? czemu tak jest ? czemu tworzą się plotki ? ja nie chce się wywyższać, nie chcę się uważać za kogoś innego, jestem sobą. a pozostałe osoby przez gadanie na mój temat różnych rzeczy stawiają mnie w takim świetle.
nie wiem po co ludzie robią sensację z danego wydarzenia. nie wiem czemu muszą to ogłosić calemu światu. żeby zaimponować swoim znajomym ?!

mam dość.
do tego wpakowałam się w niezłe gówno. myślałam, że ktoś się mna naprawde zainteresował, a okazalo się, że chciał mnie tylko wykorzystać. nienawidzę angoli.
do tego dostałam taką wiadomość od swojego eks, której nigdy nikomu nie życzę. to bolało. naprawde bardzo bolało. wyciągniecie wszystkich brudów. upokorzenie na 150 % i przedstawienie mnie w tej całej sytuacji jako prowokatora i winowajcę. cudownie.
wieczór płaczliwy i burzliwy. zrobiłabym coś sobie.

niedziela, 25 lipca 2010

Eliza Doolittle Pack up

rozkminki witaminki.

jest źle. szczerze? myślę o tym by tu zostać. odzywam się tylko do rodziny. nie chcę z nikim utrzymywać kontaktu. jestem jakieś milion kilometrów od stolicy warszawy, a kłocę się ze wszystkimi. dlatego nie odzywam się do nikogo. zapomną o moim istnieniu. i tak już zapomnieli. to jest naturalne, ze jesli nie uczestniczę w życiu towarzyskim przez jakieś 2 miesiące, trudno później powrócić do normalnego stanu i kontaktu z jakimiś piętnastoma osobami, które spędzily całe wakacje w swoim towarzystwie. życie. będę alienem. mam swój pamiętnik i jemu tylko ufam na chwilę obecną.
znów mnie nachodzą myśli samobójcze.


nażrę się toną ciastek, poslucham angielskiej muzyki, zrobię porządek. obiecuję sobie, że dziś pozbedę się wszystkich myśli i nie będę miała czasu na rozmyślanie. dobrze, że nie mają żadnych sklepów. a do centrum jest jakieś trzydzieści minut piechotą. a ja słynę z lenistwa. i nie chcę mi się nawet iśc do miasta po leki. nie chce mi sie iść po mój środek samobojczy.
paradoks.

całe życie jest paradoksem.
a ja jestem do dupy. nie potrafię wyrazić swych uczuć. nie interesuję się niczym, nikim. nie mam głowy do nazwisk. nie mam głowy do niczego. jestem tylko sumą oddechów, która istnieje na tym świecie, nie posiadając żadnego celu. to jest przykre.